A teraz moi drodzy, witam was na prologu ! To pierwsza notka, na której jest coś z opowiadania jednak muszę was ostrzec, pierwsze kilka rozdziałów to będą w większości wspomnienia. Życzę miłego czytania !
***
-Pamiętam ten dzień jak wczoraj. Wstałam normalnie, ubrałam się, uczesałam. Od kilku dni to czułam. Nie mogę dokładnie określić bo nie pamiętam tego zbyt dobrze. Było to uczucie ciepła w prawej ręce i pępku. Tak jakby ze sobą połączone jakąś linką czy czymś takim. W każdym razie szłam do szkoły jak zwykle spotykając się przy zakręcie z Magdą czyli jedną z moich koleżanek. Jak teraz tak o tym myślę, to nie wiem dlaczego się z nią zadawałam. Teraz jest lepiej. Wracając do tamtego dnia, szłyśmy sobie tak i rozmawiałyśmy gdy nagle podszedł do mnie chłopak. W naszym wieku, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam bo był wysoki. Stwierdzam ze smutkiem, że jestem niska. On stanął przede mną wyższy o głowę i "puścił" mi oczko i powiedział coś w stylu że widzimy się niedługo. Potem po prostu sobie poszedł. Magda nabijała się że mam wielbiciela. Teraz w sumie ... no nie ważne. Doszłyśmy do szkoły, gdzie Wiola, czyli kolejna moja koleżanka dowiedziała się o wszystkim. Jej do śmiechu nie było. Kiedyś sobie ubzdurała że wszyscy chłopacy lecą na mnie. Miałyśmy niecałe 11 lat, jak mogą "na nas lecieć chłopacy" ?. Wiola zawsze była taaaaaka dorosła. Po szkole Magda zostawała na dodatkową technikę a Wiola idzie w drugą stronę niż ja więc do domu szłam sama. Ledwie wyszłam przez furtkę a zauważyłam tego chłopaka. Jak mu się wtedy przyglądałam (nie gapiłam!) to miał taki sam odcień włosów jak ja, takie same kręcone i takie same oczy. Oczy. To było coś, co zawszę wkurzało Wiolę. Jak ktoś mówił mi że mam ciekawe oczy ( a zdarzało się to dość często) to ona szybko tego kogoś odganiała a dla mnie była nie miła przez następną godzinę. No nie, znowu zeszłam z tematu. Oliver, znaczy ten chłopak uśmiechnął się i zawołał mnie ręką. "On się ze mnie nabija" - to była moja pierwsza myśl. Odwróciłam się i poszłam. Szłam jakieś pięć minut a on, czyli ten czarnowłosy stanął na mojej drodze. Nie w takim znaczeniu jakie często występuje w kreskówkach. Po prostu stanął przede mną i się uśmiechał.
-Czemu nie przyszłaś ? - Zapytał a moje brwi powędrowały do góry - No, jak cię wołałem.
Wtedy wydawało mi się to z lekka bezczelne.
-A czemu miałabym przyjść ? - zapytałam podejrzliwie.
-Bo chcę cię zaprowadzić do domu. - Teraz miałam ochotę zaśmiać mu się w twarz. A trzeba dodać że po raz pierwszy chciałam zrobić coś takiego komukolwiek.
-Dziękuję, ale sama trafie - odpowiedziałam. Cały czas szliśmy. Ja przodem nawet na niego nie patrząc a on cały czas się na mnie patrzył z bananem na twarzy.
-Chyba nie trafisz sama, skoro już idziesz źle -spojrzał na mnie z rozbawieniem i objął ramieniem - Nasz dom ...
Szybko mu się wyrwałam i spojrzałam na niego z oburzeniem.
-Jaki "nasz dom" ? Dlaczego "nasz" ? I nie rób tego więcej - stanęłam przed nim patrząc na niego z wyrzutem. Wyglądało to komicznie bo on był o głowę wyższy ode mnie a to ja byłam zła.
-Oj siostrzyczko ... - po tym co powiedział sam zatkał sobie usta ręką. Ja spojrzałam na niego z irytacją i zaciekawieniem - miałem nic nie mówić ...
Już miałam otworzyć usta aby coś powiedzieć, ale on znowu mi przerwał.
-Już trudno. A jeśli chcesz się dowiedzieć to chodź ze mną - i nie czekając na odpowiedź wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą. I teraz nadszedł czas na fragment tego dnia, z którego nie pamiętam nic. Wiem tylko, że dużo się śmiałam i dowiedziałam się że owy chłopak ma na imię Oliver. A on sam poprowadził mnie do mojego własnego domu ! Już chciałam otworzyć drzwi kluczem, bo myślałam że nikogo w domu nie będzie. Jednak Oliwer pociągnął za klamką jakby nigdy nic. Po prostu wepchnął mi się do mieszkania ! Rzuciłam zła plecak na łóżko w moim pokoju a potem udałam się do salony, gdzie czarnowłosy zdążył się już rozgościć. Oprócz niego byli tam moi rodzice - mugole i nie znajoma mi para. Dowiedziałam się wtedy, że Oliver jest moim bratem a ta "nieznajoma para" to moi biologiczni rodzice. Teraz pamiętam tylko łzy kobiety która mnie wychowywała, a nie Natashy. Mojej mamy. Chciałabym przypomnieć sobie te rozmowę, ale nie mogę. No bo przecież ile można pamiętać, skoro dwa dni temu straciłam pamięć, a teraz leżę w Świętym Mungu ?
***
Trochę to krótkie, wiem. To tylko prolog a to co było wyżej to tylko przemyślenia bohaterki. W normalnych rozdziałach będę stosowała narrację trzecioosobową. Pozdrawiam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz